Broszka cytryna czyli kwaśna mina

Broszka haftem koralikowym


Jako rodowita Polka muszę sobie trochę ponarzekać…a to,że zimno, a to,że doba za krótka, a to,że nie mogę robić tego czego chcę, bo zawsze się znajdzie tysiąc innych rzeczy,które zrobić trzeba. No i jak tu nie mieć kwaśnej miny?

Absolutnie wręcz należy, ale tylko w trakcie konsumpcji cytryny 😉 Narzekanie w niczym nam nie pomaga, nic nie przyspiesza i absolutnie nic nie zmienia. Przynajmniej nie na dobre, co najwyżej wpędza nas tylko w gorszy nastrój, dlatego kierując się własnym doświadczeniem, mówię Wam nie warto.To były takie wnioski ogólne z ostatnich miesięcy mojego życia i mogłabym tu się jeszcze trochę nad tym zagadnieniem porozwodzić, ale bez sensu tak “lać wodę”, szkoda wody 😉

Dzisiaj na tapecie królowa kwasu bądź kwaśności- to już jak kto woli 😉 Jest ona oczywiście kontynuacją mojej wegańskiej kolekcji broszek. A bez cytryny w wegańskiej kuchni ani rusz. Cytryna jaka jest każdy widzi:

Wykonana oczywiście techniką haftu koralikowego, przy użyciu koralików rocaille,toho i fire polish. Tak sobie myślę, liść mógłby wyglądać lepiej, ale rzecz jasna brakowało pożądanych koralików a twardo trzymam się postanowienia: “jeszcze mam, nie kupuję”. O dziwo działa, a może działa, bo niewiele ostatnio haftuję 😉

Konkurs Kalendarz Royal w pełni, prace na inspirację zimorodkową oglądałam z podziwem, ale ani ta inspiracja ani kolejna – sukulentowa, jakoś nie pobudzają mojej wyobraźni… wręcz trochę ją ograniczają…może kolejne inspiracje pobudzą moją kreatywność 🙂

Życzę wszystkim kwaśnych min, wyłącznie przy zetknięciu z cytryną. Do usłyszenia! 🙂

You may also like